O stylu skandynawskim pomyślałam ostatnio planując prezent ślubny dla pewnej miłej pary. Ponieważ nie znałam aż tak dobrze ich gustów, ani tym bardziej wystroju przyszłego domu, postanowiłam wręczyć prezent, który będzie odzwierciedlał mnie i moje klimaty. A nuż widelec trafię? Ba, albo jeszcze lepiej - Skandynawią zarażę?;)
Tak więc odrzuciłam pokusę typowo ślubnych róż, serc i gołąbków i stworzyłam skromną tacę:

Wymalowałam na biało, delikatnie, żeby nie zakryć pięknego rysunku słoi drewna, serwetką w kropeczki ozdobiłam tylko rancik i wnętrze rączek, do tego satynowy lakier et voila!

Oczywiście taca na nóżkach, gdyż długie śniadania i późne kolacje w łóżku są tym, czego młodemu małżeństwu najbardziej potrzeba:)
Zdjęcia zrobione w ogromnym pospiechu przed wyjazdem na wesele, wiec niepopisowe. Mam jednak nadzieję, że Państwo Młodzi zadowoleni i skwapliwie korzystają;)
7 komentarze:
Ja tam bym była zadowolona z takiego prezentu! Super!
Moim zdaniem prezent super!!!!Taki radosny i kojarzy się z wiosna a wiosna z zakochaniem tak więc TRAFIONY!Pozdrawiam:)
Mam identyczna surowa tace, chyba pomaluje ja na bialo ;-))
Pozdrawiam cieplutko
cudeńko :-)
Wspaniały urok prostoty :)
Wszystko cudnie, ale jest jeden błąd,
kropeczki bezwzględnie powinny być..... błękitne;-D
Buziaki.
Kłóciłabym się z przedmówczynią o kolor kropeczek, moim zdaniem tylko szaro-turkusowe byłyby odpowiednie;)):D
A tak serio, fajny prezent wykombinowałaś, młodzi na pewno będą zadowoleni, jak śniadanie się nie uda, zawsze będzie czym wymierzyć sprawiedliwość , więc takie who's end go wyszło przy okazji;))
I znowu cała Ty w małym (no średnim) przedmiocie. Spokój, finezja i mały smaczek w postaci kropeczek wewnątrz uchwytów... Super!
Prześlij komentarz