Recent Posts

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 kwietnia 2011

Świnki dwie

Uwielbiam ten motyw zakochanych świnek. Od razu człowiek się do nich uśmiecha. Po paru próbach z innymi motywami (których zarys jest zresztą widoczny pod świnkami) stwierdziłam, że właśnie one będą najlepszą ozdobą mojego nowego pudełka na herbatę do pracy. Po co trzymać w szafce stosik papierowych pudełek, skoro można mieć dwie małe, zakochane świnki?:)



Pozdrawiam wszystkich cierpliwych czytelników!:)

niedziela, 23 stycznia 2011

Zwracam honor

Mężczyznom. W każdym razie niektórym;) Bo nie jest widać z nimi w kwestii estetyki chyba aż tak źle jak się czasem wydaje. Oto kolczyki, które obmyślił sobie mój kolega dla swojej dziewczyny, obmyślił sam od wzoru i koloru po różowy koralik. Jego pomysł, moje wykonanie:

Jestem z nich bardzo zadowolona i sama sobie chyba kiedyś takie zrobię.

A to już reszta kolczyków, które zrobiłam na ostatnim "chorobowym", już bez żadnej męskiej interwencji:



Te ostatnie zrobiłam ze szklanych rybek kupionych w sklepiku z pamiątkami w Pradze - stolicy kolorowego szkła. Bardzo je lubię - są wdzięcznie nieidentyczne.

Pozdrawiam serdecznie!

środa, 29 grudnia 2010

Tuturututu! Jasnobłękitna szyje!;)

"Tańcowała igła z nitką, igła pięknie, nitka brzydko..." We wczesnej podstawówce z moją koleżanką A. robiłyśmy furorę na apelach, akademiach i konkursach recytatorskich brawurową interpretacją tego wierszyka. A. dzierżyła w rękach ogromną igłę wyciętą z brystolu, ja zaś byłam tą nieszczęsną zaplątaną nitką a moim atrybutem z półtora metra sznurka. Bo nić, choć splątana, była słuszna. A. jest teraz diagnostą w przyszpitalnym laboratorium, więc z igłami jakoś tam pośrednio ma do czynienia, ja w takim razie powinnam zostać krawcową;)

Na razie taką raczej amatorską i weekendową. Co to serduszka ze starych piżam szyje i lawendowym kwieciem wypycha.
Voila:

A jak już się te koślawce poszyje, można je zapakować do dekupażowego, pachnącego sosną pudełka, dołożyć paczkę herbaty imbirowej i... prezent dla babci gotowy:)

czwartek, 2 grudnia 2010

Trochę Prowansji w pracy

Precz z plastikowymi przybornikami biurowymi w kolorach bliżej nieokreślonych! Po godzinach przygotowałam sobie trochę ładniejszy kubełek na długopisy i ołówki. Od razu czuję się trochę bardziej "u siebie":)

niedziela, 28 listopada 2010

Jesienna dziewczyna



Myślałam o tej pięknej piosence robiąc tę skrzyneczkę. Moja dziewczyna nie ma co prawda ze sobą chryzantem, ale ma parasolkę i sądzę, że jest zdecydowanie jesienną, deszczową dziewczyną:)


Tekst na wierzchu to fragment stareńkiej piosenki Charlesa Treneta, też jesiennej:), "W moim pokoju pada deszcz".



Miało być tak listopadowo, ale nie zdążyłam pokazać Wam jesiennej dziewczyny zanim przyprószył nas śnieg... Czy u Was za oknem też jest taka niezadeptana jeszcze biała bajka?:)


Śnieg jest najpiękniejszy pierwszego dnia. I najpiękniejszy jest chyba w niedzielę, kiedy można bezkarnie patrzeć na niego tylko przez okno. Uwielbiam ten kontrast przez szybę - kiedy na zewnątrz jest biało i zimno, a w domu ciepło, kolorowo, zacisznie. Mam wtedy jeszcze większą ochotę urządzać się, mościć, dekorować, słowem - urządzać swoje gniazdko. Ale o tym później;)


Pozdrawiam Was serdecznie!

piątek, 22 października 2010

Już tuż tuż

Wczoraj rano w Gdyni wśród wiatru i deszczu pojawiły się pierwsze wielkie i mokre płatki śniegu. Nieuchronnie zbliża się do nas Pani Zima i jest już blisko, coraz bliżej.
Nie lubię zimy, głównie z powodu krótkiego dnia oraz bolesnej świadomości, że piękny biały puch skończy się błotem, przemoczonymi butami, pryskającymi samochodami i tonami piachu na poboczu. Ale chwilami może być też ładnie. O tak:



Poczyniłam ten zimowy widoczek na małym płócienku. Po krótkim namyśle tu i ówdzie dodałam złote spękania. I zrobiło się prawie bożonarodzeniowo, prawda?:)


A może zima będzie piękna tego roku?:)

wtorek, 12 października 2010

Błękit i koty

Oszalałam na punkcie tego zestawu:) Idealne połączenie błękitu i kotów - wszystko, jak dla mnie:)

Znalezione w Czterech Kątach.

Pozostaje mi tylko łapać za farbę i papier. Aha, i wydłużyć dobę o jakieś 2 godzinki. Pikuś;)

czwartek, 30 września 2010

Zamiast koperty - skandynawskie klimaty

Nie wiem, czy już kiedyś o tym pisałam, czy zawieruszyło się gdzieś między wierszami, ale kocham skandynawskie klimaty!:) Zwłaszcza te wnętrzarskie. Wszechobecna, uspokajająca biel, ożywiające kolory i to miłe wrażenie, że jak coś,jak to w życiu, wyleje się, przewróci czy uszkodzi, to nic się nie stanie - przecież to tylko dom!

O stylu skandynawskim pomyślałam ostatnio planując prezent ślubny dla pewnej miłej pary. Ponieważ nie znałam aż tak dobrze ich gustów, ani tym bardziej wystroju przyszłego domu, postanowiłam wręczyć prezent, który będzie odzwierciedlał mnie i moje klimaty. A nuż widelec trafię? Ba, albo jeszcze lepiej - Skandynawią zarażę?;)

Tak więc odrzuciłam pokusę typowo ślubnych róż, serc i gołąbków i stworzyłam skromną tacę:


Wymalowałam na biało, delikatnie, żeby nie zakryć pięknego rysunku słoi drewna, serwetką w kropeczki ozdobiłam tylko rancik i wnętrze rączek, do tego satynowy lakier et voila!



Oczywiście taca na nóżkach, gdyż długie śniadania i późne kolacje w łóżku są tym, czego młodemu małżeństwu najbardziej potrzeba:)

Zdjęcia zrobione w ogromnym pospiechu przed wyjazdem na wesele, wiec niepopisowe. Mam jednak nadzieję, że Państwo Młodzi zadowoleni i skwapliwie korzystają;)

czwartek, 22 lipca 2010

Z upalnego warsztatu

Rzadko, oj, rzadko, mam ochotę na postarzenia i szabiszikowe fajerwerki. Najbardziej lubię prostotę, ostatnio to najchętniej robiłabym proste motywy na białym tle. Ale jadnak czasem mam "wizję". I choćby nie wiem co, wiem, że dana rzecz będzie miała urok tylko jako staroć. Tak było na przykład z tym komplecikiem kuchennym (oczywiście wyłącznie ozdobnym!). kupiony w sklepie osiedlowym na dziale z artykułami gospodarstwa domowego, zmienił się, raz dwa, w komplecik babuni:




A w czasie tych upałów (paradoksalnie?) większą ochotę niz na decoupage mam na.. wełnę:) W dodatku kłucie okazuje się mieć cudowne działanie terapeutyczno-relaksujące;) I tak z mojego "ręcznego SPA" wyjechała klasyczna róża:


oraz ptaszek-pokraczek (nie mam pomysłu na nóżki... i na przeznaczenie też w sumie nie:) )



A teraz zwijam swoje igiełki i pędzelki i zabieram się do magicznego Torunia:) Bronka, szykuj się na reportaż!;)

Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających! (tak, tak, Ciebie też!:) )

czwartek, 15 lipca 2010

Chłopaki z ferajny, czyli o pieskach

Nie lubię psów. Zasadniczo. Psy są niebezpieczne, nieprzewidywalne, dziwnie pachną, szczekają, robią masę hałasu i kupę na środku chodnika (no, to już bardziej wina ich niefrasobliwych właścicieli...) Jeżeli wierzyć w stereotypowy podział ludzkości na "psiarzy" i "kociarzy", to ja zdecydowanie należę do zwolenników mruczenia.

W dzieciństwie moja niechęć do psów miała wręcz znamiona fobii - na widok jakiegokolwiek, nawet przyjaźnie nastawionego psa potrafiłam wykonać popisowy skok wzwyż w miejsca w ramiona rodziców. Ponoć źródła tego lęku tkwią gdzieś w wczesnodziecięcym spotkaniu twarzą w twarz z bardzo przyjaźnie nastawionym, acz trochę za dużym burkiem. Spotkanie objęte zostało litościwi tzw. amnezją dziecięcą;)
Spokojnie, teraz już sobie radzę (choć jak widzę niektóre psy nadal mam ochote na jakiś skok wzwyż...), na widok psów odczuwam tylko lekki dyskomfort. A dopuszczam do siebie tylko te naprawdę zaprzyjaźnione i "rozpoznane" (i tu pozdrowienia dla Reksia!;P)

Ale, ale! Nie oburzajcie się miłośniczki piesko! Nie jestem zatwardziałą, kocią szowinistką! Czasem jakieś psiaki podbiją moje serce. Na przykład te:


Zauroczył mnie ich łobuzerski, trochę gangsterski wdzięk:) Prawdziwe chłopaki (psiaki?) z ferajny!
Poczyniłam więc pudełeczko:





Dół pomalowany na apetyczny, czekoladowy kolor, a więc góra, do smaku, udziabdziana a la stracciatella;), do tego pieski z chusteczki, wspomożone nieco domalowanym podłożem i najprostszy z prostych napis z drukarki (wszelkie ładne esy-floresy wydawały mi się tu przesadzone) - et voila!:)

Mojemu kotu się podoba;)

czwartek, 1 lipca 2010

Kolczyki dla kociary

Ponieważ K. nadrukował mi tych kociaków z zapasem, powstały jeszcze kolczyki, które bardzo mi się podobają, bo jakoś tak wywołują uśmiech:



A w ogóle to pławię się w nauczycielskich wakacjach i wreszcie robię to, na co czekałam od tygodni: dekupażuję, dekupażuję i trochę dekupażuję. Nadrabiam zaległe zamówienia, wymyślam nowe ozdoby. Gdybym jeszcze mogła z całym tym dekupażowym bajzlem wyjechać gdzieś pod gruszę (aha, i mieć tam pełną obsługę w czynnościach codziennych jak jedzenie i sprzątanie;)) to byłaby bajka:) A tak jest bajeczka:) Życzę takiej każdej z Was!

niedziela, 27 czerwca 2010

Miauczący brelok

Nie, no, dobrze, takich cudów jeszcze zrobić nie potrafię;) Na razie powstał za to taki oto breloczek dla mojego brata, takiego samego jako i ja kociarza:) Okazja: okrągłe urodziny. Dodatkowe zalety: zdecydowanie wygrałam konkurencję na najmniejszy pakuneczek prezentowy;)

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Lubię dawać prezenty:)

Jestem! (lub "obecna!" jak wołało się w szkole) Jestem, żyję i mam się dobrze. No, w każdym razie... akceptowalnie;) Powoli zaczynam się wyplątywać z kieratu i naprawdę potrzebuję wakacji...

W dziedzinie twórczej niewiele. Tzn. wiele, ale prac zaczętych i z musu pozostawionych w pół drogi:( Pochwalić się jednak mogę prezentem dla dobrych znajomych - tabliczka na drzwi pierwszego, własnego, samodzielnego mieszkania i przytulak dla pierwszej, własnej, samodzielnej córeczki:


Tabliczkę zrobiłam sama (tabliczka mdf, wycięte z serwetki paseczki i odręcznie namalowany napis) a króliczkę kupiłam od złotorękiej Moniki:)


A oto końcoworoczny dowód miłości;) uczniów:


Dla miłośników Łatki zaś - kot w trakcie codziennej sesji jogi;)


Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i lecę dalej odliczać dni do wakacji:)

wtorek, 8 czerwca 2010

Kolczyki na lato

Wyszło mi to przez przypadek:) Ich letni wspólny mianownik znalazłam przed chwilą wymyślając tytuł posta.
Na początek moja ulubiona para - nazwałam ją "Gwiazda kurortu";)


...czyli decoupage'owe kotwiczki, granatowe paseczki i czerwony koralik. Kwintesencja stylu marynarskiego.

Następnie proste kolczyki lawendowe:


I na koniec wynik moich nieśmiałych prób z koralikami i linkami;) Wynik zwany "Niedojrzałymi czereśniami":


I co? Letnio się zrobiło?:) Prawie jak za oknem:) Przy okazji muszę się pochwalić, że dwie pary kolczyków - jedne decoupage'owe i jedne koralikowe - wyszły spod moich rąk prosto w ręce nabywcy. Nawet zdjęć zrobić nie zdążyłam:)

A propos zdjęć, tak - eksperymentuję. Dopóki nie usłyszycie okrzyku "Eureka!" musicie znosić ich różną jakość...;)

niedziela, 30 maja 2010

Piękna pani rozebrana

Siedzę w kolczykach. Siedzę dosłownie, bo jako że przez przypadek zostałam na weekend "słomianą wdową", po odfajkowaniu koniecznych obowiązków typu zakupy i sprzątanie, poświęcam im cały czas. Ok, nie cały. Mam jeszcze babskie czytadło i lody w zamrażalniku:)

Jedną parę zaczęłam już dawno temu, więc najwyższy czas był ją skończyć.


Wydaje mi się, że dzięki stylistyce retro, równowaga między filuternym erotyzmem a subtelnością i dobrym smakiem została całkowicie zachowana:)


Już widzę te kolczyki jako jedyną biżuterię do prostej małej czarnej. Na ważnej randce. Choć może nie na pierwszej;)


Pozdrawiam Was słonecznie (narrreszcie:))!

czwartek, 27 maja 2010

Co dla Mamy zmajstrowałam

Taki mały drobiażdżek - decoupage'owy breloczek z motywem kwitnących drzew:



Czy Wy też jesteście tak zdezorientowane? Niby maj, a ogłupiały organizm zastanawia się, czy nie listopad i w apatię próbuje popadać. Pod kołdrę chce się pokładać. Czekoladę wcinać. Nawet Łatka tak trochę teges...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails