Lubię truskawki, wróble, kolor niebieski i zapach jaśminu. Lubię decoupage, ale nudzi mnie typowa dekupażowa retro-romantyczno-rustykalna stylistyka. Jeśli chcesz zobaczyć, co znalazłam, szukając swojej własnej drogi - zapraszam!
Myślałam o tej pięknej piosence robiąc tę skrzyneczkę. Moja dziewczyna nie ma co prawda ze sobą chryzantem, ale ma parasolkę i sądzę, że jest zdecydowanie jesienną, deszczową dziewczyną:)
Tekst na wierzchu to fragment stareńkiej piosenki Charlesa Treneta, też jesiennej:), "W moim pokoju pada deszcz".
Miało być tak listopadowo, ale nie zdążyłam pokazać Wam jesiennej dziewczyny zanim przyprószył nas śnieg... Czy u Was za oknem też jest taka niezadeptana jeszcze biała bajka?:)
Śnieg jest najpiękniejszy pierwszego dnia. I najpiękniejszy jest chyba w niedzielę, kiedy można bezkarnie patrzeć na niego tylko przez okno. Uwielbiam ten kontrast przez szybę - kiedy na zewnątrz jest biało i zimno, a w domu ciepło, kolorowo, zacisznie. Mam wtedy jeszcze większą ochotę urządzać się, mościć, dekorować, słowem - urządzać swoje gniazdko. Ale o tym później;)
Do zabawy "w lubię" zaprosiły mnie Mira z Poukładanego Świata i Beata z Manufaktury Ambrozji. Zasady znacie: podajesz 10 rzeczy, które lubisz i 10 osób, których ulubione rzeczy chcesz poznać. Tych zasad właśnie zamierzam nie przestrzegać, bo kto mi zabroni?;P I rzeczy i osób podam, ile zechcę. Ot, taki pomysł na wyeliminowaniu problemu z podejmowaniem decyzji:D
A więc (pozdrawiam w tym miejscu wszystkie polonistki, które uczyły mnie, że nie zaczyna się zdania od a więc): Lubię zabawy. O, takie na przykład jak ta. Wszystkie wyliczanki, wymianki, candy. I gry realne - scrabble, karty, memory. Wszystko, dzięki czemu czuję się jak dzieciak, któremu wolno się bawić i który nie musi dorastać.
Lubię pić herbatę po obiedzie. Nie o sam napój chodzi, ale o cały rytuał: herbatka, ciasteczko lub czekoladka, gazeta lub książka, fotel lub kanapa, serial - i z czystym sumieniem przez 45 min mogę nie robić nic "ważnego". Przecież piję herbatę!
Lubie przeglądać szybko świeżokupioną gazetę i znajdować artykuły, które dokładnie przeczytam później. Czasem robię to zanim jeszcze się do końca rozbiorę po przyjściu do domu.
Lubię amerykańskie seriale komediowe, nawet te "ze śmiechem". "Jak poznałem waszą matkę", "Dwóch i pół", kultowi "Przyjaciele". Jak się domyślacie Comedy Central to dla mnie gratka;)
Lubie patrzeć na śpiące koty. W ogóle lubię koty, zwłaszcza swojego, ale na śpiące mogę patrzeć godzinami.
Lubię pierwszy śnieg zimą.
Lubię "Dzień sukienki", czyli pierwszy dzień w roku, w którym wreszcie jest tak ciepło, że pierwszy raz zakładam letnia sukienkę (a do niej gołe nogi)
Lubię ten moment w kinie, kiedy tak się wczuwam w akcję, że zapominam o rzeczywistości.
Lubie zaglądać przez okna do cudzych mieszkań, wieczorem, kiedy światła już się palą, ale zasłony są jeszcze niezaciągnięte. Zaglądam raczej z ciekawości, jak oni tam mają urządzone, niż co oni tam robią.
Lubię polską kuchnię, żurki, barszcze, pierogi, ogórki kiszone, kiełbasy...
Lubię brodzenie w suchych liściach leżących na chodnikach jesienią. Im więcej liści, tym lepiej.
Lubię czytać przy jedzeniu. Książek trochę mi szkoda, bo się boję, że uświnię, ale czytam przy jedzeniu gazety. Raczej, kiedy jem sama, przy ludziach się raczej powstrzymuję;)
Lubię spódnice do kolan, bo fajnie plączą się koło kolan przy chodzeniu. Co nie znaczy, że chodzę w spódnicach tak znowu często.
Lubię głos Jacquesa Brela. Prosty, a głęboki, z cudownie wibrującym "r", najlepiej na nieodświeżanym cyfrowo nagraniu.
Lubie kupować kosmetyki. Tylko silna wola i poczucie rozsądku powstrzymuje mnie przed napełnianiem do pełna koszyka w sklepie na "R". Kuszą mnie te wszystkie balsamy cytrusowe, czekoladowe, kokosowe, te pilingi cukrowe, maseczki z glinki, pomadki truskawkowe. No i kosmetyki kolorowe, zwłaszcza te o wymyślnych nazwach kolorów. Mniam!
Nie żeby to już było wszystko, ale na dziś Wam już pewnie starczy;) Ja natomiast chętnie poczytałabym, co ciekwego lubi Lejdik, Nadia, Bronka, Aga co idzie ścieżką ku pełni oraz, dawno tu u nas niewidziana, Wichrowa.
Na koniec zostawiam Was ze wspomnianym wcześniej Brelem. Dlaczego by nie posłuchać skoro już wspomniany?:)
Choć niektórym turystom trudno w to na początku uwierzyć;) Wystarczy spod Kopernika udać się nie na Szeroką tylko w przeciwnym kierunku, przejść pod Łukiem Cezara, przez ulicę na Placu Rapackiego i przez park (razem 10 minut spacerowym krokiem) i już jesteśmy w dzielnicy zwanej Bydgoskim Przedmieściem. A jest to miejsce o zapuszczonym uroku tajemniczego ogrodu.
W XIX wieku stanęły tu reprezentacyjne wille i kamienice, jedne szachulcowe, inne perełki secesji, wszystkie cudeńka. Po wojnie, odebrane właścicielom i oddane biedocie, niszczały. Dziś powoli (niestety za wolno!) myśli się o ich odnowie i rewitalizacji. Jednak nawet teraz, kiedy są podniszczone, sypią się, stoją w dzikich ogrodach, są piękne i naprawdę warto się wśród nich przespacerować!
Ponieważ podczas zeszłotygodniowej wyprawy nie zrobiłam na Bydgoskim zdjęć posłużę się paroma zdjęciami z Wikipedii...
...po czym odeślę Was na strony Stowarzyszenia Bydgoskie Przedmieście, gdzie możecie zobaczyć dużo więcej zdjęć, poczytać o historii tej dzielnicy oraz o jej obecnym życiu. Polecam!
Słusznie Toruń nazywa się Piernikowym Miastem albo Piernikowem:) Dominujący na starówce kolor czerwonej cegły bardzo kojarzy się właśnie z tym ciastem i jest barrrdzo apetyczny. Kiedy mieszkałam w Toruniu zwykłam się chwalić, że "mieszkam w pocztówce" i to też miało jakiś sens. Zaprasza do zajrzenia w pocztówkę ze mną:)
Na początek, wiadomo, trzeba odbyć "program obowiązkowy", czyli zdjęcie pod Kopernikiem, obejście ratusza dookoła, pogłaskanie Filusia, zakup pierników, przejście się Szeroką itd., itp. Słodka klasyka:)
(wszystkie te zdjęcia pochodzą ze strony torun.turystyka.pl)
Potem można już troszkę odbić z trasy, np. w moją ulubioną ulicę Podmurną. Podmurna jest ulicą tańczącą, kamieniczki ani śnią stać sobie w równym rządku, każda wystaje o tyle, o ile budowniczym przed laty wyszło. W sumie trudno to złapać na zdjęciu...
Podmurną warto przejść calutką od początku do końca i dobrze się rozglądać, a wtedy zobaczy się tych państwa:
Idąc w kierunku Wisły Podmurną dojdzie się do murów:
Fajnie jest się przejść wzdłuż nich w słoneczny dzień i pogłaskać je z lekka raz po raz. Mur jest milutko ciepły i szorstki.
A skoro mowa o murach, to niedaleko, na Przedzamczu...
Warto rzucić okiem w uliczkę Ciasną:
Zajść na Most Pauliński:
Tak, nie dziwcie się, to jest most! Dokładnie ulica, w którą "obrósł" dawny most nad fosą miejską. A zresztą, kto będzie, niech wpadnie do tutejszej Pierogarni (pycha zresztą) i popatrzy w przeszkloną podłogę:) Na spacer po Toruniu polecam metodę "Idę tam, gdzie mniej ludzi". I zwróćcie uwagę, że Toruń to nie tylko unescowo odnowione, pastelowe kamieniczki, ale też i to:
I to wcale nieprawda, że renowacja ma same plusy. Bo co tu począć? Malować, nie malować...?
Na koniec jeszcze trochę "reklamy";) Jeśli latem na kawę, to do tego uroczego, schowanego przed światem ogródka kawiarni Róże i Zen (ulica Podmurna:) )
Chociaż miło jest też w Atmospherze na Marii Panny, w Prowansji na Szewskiej, w Niebie w piwnicy Ratusza i w wielu innych miejscach...:)
A cóż to jest takie piekne, groszkowe i zrolowane?
To mój piękny, nowy "pędzlownik", zrobiony specjalnie dla mnie przez Agnieszkę:)
Wreszcie mam w co wpakować swoje pędzelki, patyczki, nożyczki, nożyki i inne, kiedy przemieszczam się z miejsca na miejsce (a robię to jakoś często), dekupażowanie pod gruszą czeka!:)
Przyznajcie, że Agnieszka i jej maszyna do szycia stanowią prawdziwy dream team:) Dziękuję!
Ponieważ K. nadrukował mi tych kociaków z zapasem, powstały jeszcze kolczyki, które bardzo mi się podobają, bo jakoś tak wywołują uśmiech:
A w ogóle to pławię się w nauczycielskich wakacjach i wreszcie robię to, na co czekałam od tygodni: dekupażuję, dekupażuję i trochę dekupażuję. Nadrabiam zaległe zamówienia, wymyślam nowe ozdoby. Gdybym jeszcze mogła z całym tym dekupażowym bajzlem wyjechać gdzieś pod gruszę (aha, i mieć tam pełną obsługę w czynnościach codziennych jak jedzenie i sprzątanie;)) to byłaby bajka:) A tak jest bajeczka:) Życzę takiej każdej z Was!
Czy Wy też toniecie w drobiazgach? Bo ja tonę:) Mimo że mam już w swoim miejscu pracy masę pudeł i pudełek, koszyczków i słoiczków, mimo że próbuję segregować i dzielić z sensem i tak zawsze po takiej akcji "A teraz układam" raz, że nie mogę różnych rzeczy znaleźć, dwa, że już zaraz, za chwilę zaczynają gromadzić się gdzieś po bokach rzeczy niezagospodarowane i, zdawało by się, absolutnie potrzebne pod ręką. Zaczęte prace, słoiczki preparatów, dla których miejsca gdzie indziej zabrakło, koraliki w małych opakowaniach, na które lubię sobie raz po raz popatrzeć, zwój drutu, który nigdzie się nie zmieścił, nie mówiąc już o masie papierów i papierków.
W kolejnej próbie opanowania tego żywiołu kupiłam od Agnieszki z 8smake trzy urocze saszetki. W nich zamieszkały drobiazgi kolczykowe - koraliki, druciki i inne sreberka, zaczęte decou drewienka i filcowe kuleczki. Poza tym,że są wreszcie w jednym konkretnym miejscu, to saszetki mają tę zaletę, że bez problemu można je, wraz z przydasiami wewnątrz zapakować w torbę i zabrać w podróż. Co już niedługo okaże się przydatne:)
Jeśli którejś z Was potrzeba będzie oryginalnej torby czy torebki, polecam serdecznie sklepik Agnieszki. Torebeczki są świetnie wykonane a sama ich twórczyni przemiła:)
Jestem! (lub "obecna!" jak wołało się w szkole) Jestem, żyję i mam się dobrze. No, w każdym razie... akceptowalnie;) Powoli zaczynam się wyplątywać z kieratu i naprawdę potrzebuję wakacji...
W dziedzinie twórczej niewiele. Tzn. wiele, ale prac zaczętych i z musu pozostawionych w pół drogi:( Pochwalić się jednak mogę prezentem dla dobrych znajomych - tabliczka na drzwi pierwszego, własnego, samodzielnego mieszkania i przytulak dla pierwszej, własnej, samodzielnej córeczki:
Tabliczkę zrobiłam sama (tabliczka mdf, wycięte z serwetki paseczki i odręcznie namalowany napis) a króliczkę kupiłam od złotorękiej Moniki:)
A oto końcoworoczny dowód miłości;) uczniów:
Dla miłośników Łatki zaś - kot w trakcie codziennej sesji jogi;)
Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie i lecę dalej odliczać dni do wakacji:)
Powracam po tygodniu z wielkanocnego oddalenia i od razu, jak może zauważyliście, ogarnięta chęcią zmian;) Nowy układ (nie mogę wyjść z podziwu i zdumienia, że, jak się okazało, potrafię działać w html-u!), nowa grafika - mam nadzieję, że Wam się spodoba. Ja, przyznam szczerze, nie do końca się jeszcze przyzwyczaiłam, ale cieszę się z odmiany:) Jeśli macie zastrzeżenia, uwagi lub (tfu, tfu) cóś nie działa, krzyczcie głośno! - zniosę;)
Tymczasem wstawiam parę impresji z wielkanocnych spacerów, które, chcąc nie chcąc, upłynęły w tym roku pod hasłem "Szukamy wiosny". I tak to znaleźliśmy:
A były i rozmaite zwierzątka. Te "kultowe" wielkanocne:
I te trochę mniej...:
Doręczyciel-roznosiciel?
A tymczasem w domu...
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i przypominam, że jeśli ktoś ma ochotę, to jeszcze do piątku włącznie można się zapisywać na moje cukierasy:)