Posłuchajcie drogie dzieci cioci jasnobłękitnej: na smutki małe i duże, życiowe wietrzyki i wichury najlepsze są... koraliki! Błyszczące, kolorowe ii w dużych ilościach, tak żeby można je było zestawiać w tysiąc układów.
Ja w ostatnim czasie wyczarowałam:
szmaragdy i ametysty dla każdego...

słodkie perełki, co to są a jakoby ich nie było...

błękitno-jagodowe talerzyki...

szklane cukiereczki...

Cygankę nad morzem, czyli masę perłową na zawieszce...

zielone wróżki zaplątane...

brązowo-fioletowe koraliki, co to miały być naszyjnikiem...

Oczywiście, nie mogło też zabraknąć drobiazgów decoupage'owych:
kółek...

i łezek...

A żeby zamknąć kolczykowego posta mocną puentą, pochwalę się, że właśnie dziś, po raz pierwszy w życiu... przekłułam sobie uszy (no dobra, dobra, tak naprawdę zrobiła to miła pani kosmetyczka). Tak więc szewc nie będzie już bez butów chodził a kolczyko-kletka bez kolczyków:)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających!:)